Wieczna mantra: "bądź szczęśliwa, bądź szczęśliwa, bądź szczęśliwa" wymawiana kilka razy dziennie w dużych dawkach. Prawda jest taka, że na ludzkie szczęście wpływają osoby trzecie, chyba że jesteś egoistą zapatrzonym jedynie w siebie i swoje potrzeby. No ale wtedy i tak nie możesz być szczęśliwy.
Chcę mi się teraz ucieczki. Na zawsze. Do Irlandii.. Do Indii, Islandii, Meksyku. GDZIEKOLWIEK za granicę. Chcę sobie wyjechać tam, gdzie ludzie mnie nie znają i odpocząć od tego, co jest tutaj. Odpocząć od tego powietrza, od tych równin, od tych drzew. W zamian chcę poczuć tamtejsze powietrze, tamtejsze równiny i tamtejsze drzewa. Ostatnimi czasy męczę się szybciej niż kiedykolwiek. W prawie wszystkim.
Idzie jesień. Czas zimnych dłoni, herbaty i koców. Czas mojego szerokiego parapetu, na którym spędzam każdy wieczór z książką w dłoniach. Nadchodzi czas deszczów i pluchy. Czas rozmyślań i stanów depresyjnych. Jesień jako koniec pewnych rozdziałów, które nie są początkiem innych. Jesień jako śmiertelna cząstka każdego roku. Jesień jako nadzieja na wiosnę i nadzieja na lepsze dni. Jesień jako coś, za czym nieszczególnie przepadam. Podobno istnieje też "złota polska jesień", której chyba nigdy nie doświadczyłam.
Wschodnie wybrzeże Irlandii czeka. Chcę uciec. Daleko, daleko stąd...





