wtorek, 26 listopada 2013

13

Marzę sobie. Planuję swoje zielono-biało-pomarańczowe wakacje. Muszę spełnić wreszcie swoje marzenie, które siedzi w mojej głowie już... jakiś czas. Siedzenie w miejscu nie jest dla mnie. Nicnierobienie też nie jest w moim stylu. Nie mogłabym pojechać do nowego miejsca i nic nie zwiedzić. Takie marnotrawstwo, a tak wiele ludzi działa właśnie w ten sposób.
Chcieć, znaczy móc.

Plans...go!

Bantry House
Rezydencja, której rozbudowę zaczęto w 1820 roku. Aktualnie otwarta dla turystów (całe szczęście). Oooj, piękności, niesamowitości.

Pierścień Kerry
170-kilometrowa trasa, jeden z najpopularniejszych szlaków turystycznych Irlandii. Zabytki i natura - obowiązkowo.

Rock of Cashel
Zespół średniowiecznych zabudowań. Cudowny musi być widok. IX-XIII wiek. Must visit.


Wyspy Aran
Trzy wyspy: Inishmor, Inishmeain i Inisheer, które leżą na wodach zatoki Galway. Podobno pozawalają poznać Irlandię taką, jaką była na początku. Zielone Wyspy, tak się przecież mówi. Średniowieczne budynki i fort Dun Aonghasa. Achhh...


Grobla Olbrzyma
Formacja skalna w Irlandii Północnej. Jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. 


Tara
"Tara to dawna siedziba najwyższych królów Irlandii i źródło wielu legend. Obecnie przypomina niewielkie pole golfowe. Trzeba włożyć sporo wysiłku, aby wyobrazić sobie pałac z drewna i wikliny, po którym pozostały jedynie bruzdy na powierzchni ziemi."


Croagh Patric

"To bardzo ważne miejsce związane z kultem św. Patryka, patrona Irlandii. Jest to góra osiągająca 772 m, najwyższa w okolicy. Góra ta jest dla Irlandczyków święta. Od wieków wędrują na nią pielgrzymki w marcu, lipcu i sierpniu. Na szczycie odprawiana jest msza, a najbardziej wytrwali pielgrzymi poszczą i wędrują boso"
 

DUBLIN
Miasto (stolica Irlandii), położone na wschodnim wybrzeżu Irlandii (moje marzenie), nad Morzem Irlandzkim, u ujścia rzeki Liffey do Zatoki Dublińskiej.




Jeszcze trochę, jeszcze trochę, jeszcze tylko trochę...









niedziela, 24 listopada 2013

12

Nie mogę pozbierać kawałeczków swojej świadomości. Nie potrafię wrócić do rzeczywistości i tak bardzo ciężko jest mi w jakikolwiek sposób funkcjonować. Ja tak bardzo nie chcę wracać, tak bardzo nie chcę żyć kolejnymi dniami. Chcę tam wrócić i znowu być z tymi ludźmi. Chcę znowu czuć to, co czułam przez najpiękniejsze pięć godzin w moim życiu.
Warszawa. Palladium. 22.11.2013. 19:00. Glen Hansard and The Frames. I od tego momentu nic już nie będzie takie samo. Pierwszy raz czegoś takiego doświadczyłam. Pierwszy raz byłam na koncercie, który tak bardzo wstrząsnął mną i wszystkimi dookoła. Dlaczego? Nie wiem. Może w tekstach były zawarte cząstki mojego życia, kawałki, z którymi się utożsamiałam. Głos... Ciarki. Pierwszy raz w życiu. Pierwszy raz, kiedy muzyka nie była łańcuchem dźwięków, tylko łańcuchem zbudowanym z ludzkiej duszy. Pierwszy raz. Pierwszy. Pierwszy...
Do tej pory plącze się we mnie wszystko. Do tej pory nie do końca wiem, co się ze mną dzieje. Potrzebowałam dwóch dni, żeby jako tako ochłonąć i móc cokolwiek tutaj napisać. Ale przecież to nie jest jeszcze ten stan, w którym powiem: "Tak, było pięknie, no ale minęło. Nic nie poradzę." Teraz jestem bardziej jak: "Boże, dziękuję Ci, że mogłam tam być. Z tymi wszystkimi ludźmi, pół metra od sceny, że mogłam być w niebie przez godzinę czekania, godzinę supportu i trzy godziny tego właściwego występu". Nie jestem w stanie. Nie jestem w stanie stwierdzić jak będzie i co będzie dalej. I może dziwnie to wygląda. Ale osoba, która tego nie przeżyła, nie jest w stanie ocenić, co przeżyłam ja. Tyle szczęścia, tyle nieba przez tak krótki czas. Tyle łez...
Artysta, który płacze śpiewając własne piosenki i zapewne przypomina sobie co się działo w jego życiu w momencie, kiedy śpiewał je po raz pierwszy, to coś niesamowitego. Być na tyle blisko sceny, żeby widzieć łzy artysty, które leją mu się po policzkach. I w tym momencie samemu nie móc się powstrzymać od łez.
Glen Hansard, artysta duszy. Bez wątpienia artysta duszy. Człowiek pokroju tych, których uwielbiasz od samego początku. Człowiek pokroju tych, których chcesz przytulić od razu jak ich widzisz. Człowiek, któremu chcesz powiedzieć "Dziękuję".
Muzyka zmienia duszę człowieka i nikt nie wmówi mi, że tak nie jest, bo jest. Muzyka zmienia człowieka, zmienia jego nastawienie do niektórych spraw. I we mnie się chyba od tego momentu zmieniło.
Nie, wcale nie ochłonęłam, nie chcę ochłonąć. Chcę się cały czas nakręcać na to co było. Chcę tam wrócić. Do ludzi, którzy są tacy sami jak ja. Chcę tam znowu być.
Moja fascynacja Irlandią trwa już jakiś czas. To przez Irlandię zainteresowałam się Glenem. Loty do Dublina nie są drogie. Zrealizuję swoje największe marzenie. Zrealizuję to, bo niesamowicie tego chcę. Ucieknę.




Ilu artystów wychodzi z publicznością do holu i śpiewa z nimi siedząc na schodach, no ilu? Glen i The Frames na pewno...




środa, 13 listopada 2013

11

Przydałoby się trochę pozytywnego myślenia w tym naszym szarym momentami życiu. Właściwie to po co zostawiać je szarym? Moglibyśmy przecież pokolorować je milionem barw tak, żeby już nigdy nie narzekać na to, że tutaj monotonia, tam nudno, jeszcze gdzieś indziej smutno. Przecież całe nasze życie zależy od nas i od naszego podejścia do tych wszystkich sytuacji. Więc dlaczego właściwie nie zacząć od dzisiaj? To pozostawię sobie do przemyślenia na noc...
Nocą najlepiej się myśli (chyba większość ludzi o tym wie). Nocą łatwiej mi się wypowiada to co czuję. Nocą wszystko jest szczere (czasem się tego boję, naprawdę). Nocą nic nie da się ukryć. Już w sumie nie pamiętam kiedy ostatnio przespałam normalnie całą noc, bo te wszystkie wydarzenia, które miały jako takie miejsce w moim życiu ostatnimi czasy, bardzo wpłynęły na moją rozwijającą się już chwilę wcześniej bezsenność. Więc w takim wypadku moje noce wyglądają bardziej jak leżenie, patrzenie się w sufit i analizowanie po kawałku tego co było, tego co jest i tego co będzie.
Doszłam do wniosku, że żyć trzeba obierając sobie jakiś cel. Cały czas do niego dążyć. Biedni są ludzie, którzy takowego nie posiadają i niczym ważnym się nie kierują. Żyją z dnia na dzień. Od rana do wieczora, od wieczora do rana. Nie mają pomysłu na życie, nie dążą do niczego, nie realizują ani marzeń, ani siebie. Biedni są ludzie, którzy nie posiadają tych swoich ustalonych wartości. Biedni są ludzie, którzy w nic nie wierzą. Biedni są ludzie, którym na niczym nie zależy, których nic nie obchodzi. Ci ludzie to chyba kwintesencja ludzkiej porażki, ludzkiego smutku i nieszczęścia. Nigdy nie można dopuścić do tego, aby tak się zaniedbać. Nie można dopuścić do zgubienia tego, co jest w nas "nasze".










poniedziałek, 11 listopada 2013

10

Powolutku, powolutku wycofuję się do miejsca, w którym stałam mniej więcej rok temu o tej porze. Ludzi się zyskuje i ludzi się traci. Ważne, żeby w tym wszystkim za bardzo nie zgubić siebie, a mi się to chyba zaczyna udawać. Ostatnimi czasy sama nie wiem, gdzie jestem, na jakim etapie, co mam robić, po co, dlaczego i jak reagować. Wypaliłam się trochę i uczucia, które wcześniej mi towarzyszyły nie objawiają się już tak bardzo na zewnątrz. Wewnętrznie to co innego. Wewnętrznie cały czas są obecne, tylko bardzo mocno schowane, ukryte przed całym światem.
W ciągu ostatnich dni stwierdziłam, że ciężko będzie zaufać ponownie jakiejkolwiek osobie tak w stu procentach. Dobrze mi się dostało za tę moją ufność w stosunku do ludzi. Ale tak już jest. Jak się bardzo pragnie zrozumienia, to potem zdarzają się i kłopoty.
Czym jest w ogóle zaufanie? Przekonaniem o tym, że drugi człowiek nigdy nas nie zawiedzie. Przekonaniem o sensie dzielenia życia z człowiekiem, któremu zaufaliśmy. Przekonaniem o tym, że jest szansa na spełnienie marzeń a osoba której zaufaliśmy nam pomoże.
Co powinnam zrobić? Poczekać. Przeczekać. Zaczekać. Nie czekać. Iść. Uciec. Odciąć się. Zbiór czynności oczywistych, które dla mnie oczywiste się nie wydają. Co powinnam zrobić? Nie wiem. Co zrobię? Kolejny wieczór zakopię się pod kołdrą i pójdę spać. Sen lekiem na wszystko (podobno).