poniedziałek, 11 listopada 2013

10

Powolutku, powolutku wycofuję się do miejsca, w którym stałam mniej więcej rok temu o tej porze. Ludzi się zyskuje i ludzi się traci. Ważne, żeby w tym wszystkim za bardzo nie zgubić siebie, a mi się to chyba zaczyna udawać. Ostatnimi czasy sama nie wiem, gdzie jestem, na jakim etapie, co mam robić, po co, dlaczego i jak reagować. Wypaliłam się trochę i uczucia, które wcześniej mi towarzyszyły nie objawiają się już tak bardzo na zewnątrz. Wewnętrznie to co innego. Wewnętrznie cały czas są obecne, tylko bardzo mocno schowane, ukryte przed całym światem.
W ciągu ostatnich dni stwierdziłam, że ciężko będzie zaufać ponownie jakiejkolwiek osobie tak w stu procentach. Dobrze mi się dostało za tę moją ufność w stosunku do ludzi. Ale tak już jest. Jak się bardzo pragnie zrozumienia, to potem zdarzają się i kłopoty.
Czym jest w ogóle zaufanie? Przekonaniem o tym, że drugi człowiek nigdy nas nie zawiedzie. Przekonaniem o sensie dzielenia życia z człowiekiem, któremu zaufaliśmy. Przekonaniem o tym, że jest szansa na spełnienie marzeń a osoba której zaufaliśmy nam pomoże.
Co powinnam zrobić? Poczekać. Przeczekać. Zaczekać. Nie czekać. Iść. Uciec. Odciąć się. Zbiór czynności oczywistych, które dla mnie oczywiste się nie wydają. Co powinnam zrobić? Nie wiem. Co zrobię? Kolejny wieczór zakopię się pod kołdrą i pójdę spać. Sen lekiem na wszystko (podobno).











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz