Warszawa. Palladium. 22.11.2013. 19:00. Glen Hansard and The Frames. I od tego momentu nic już nie będzie takie samo. Pierwszy raz czegoś takiego doświadczyłam. Pierwszy raz byłam na koncercie, który tak bardzo wstrząsnął mną i wszystkimi dookoła. Dlaczego? Nie wiem. Może w tekstach były zawarte cząstki mojego życia, kawałki, z którymi się utożsamiałam. Głos... Ciarki. Pierwszy raz w życiu. Pierwszy raz, kiedy muzyka nie była łańcuchem dźwięków, tylko łańcuchem zbudowanym z ludzkiej duszy. Pierwszy raz. Pierwszy. Pierwszy...
Do tej pory plącze się we mnie wszystko. Do tej pory nie do końca wiem, co się ze mną dzieje. Potrzebowałam dwóch dni, żeby jako tako ochłonąć i móc cokolwiek tutaj napisać. Ale przecież to nie jest jeszcze ten stan, w którym powiem: "Tak, było pięknie, no ale minęło. Nic nie poradzę." Teraz jestem bardziej jak: "Boże, dziękuję Ci, że mogłam tam być. Z tymi wszystkimi ludźmi, pół metra od sceny, że mogłam być w niebie przez godzinę czekania, godzinę supportu i trzy godziny tego właściwego występu". Nie jestem w stanie. Nie jestem w stanie stwierdzić jak będzie i co będzie dalej. I może dziwnie to wygląda. Ale osoba, która tego nie przeżyła, nie jest w stanie ocenić, co przeżyłam ja. Tyle szczęścia, tyle nieba przez tak krótki czas. Tyle łez...
Artysta, który płacze śpiewając własne piosenki i zapewne przypomina sobie co się działo w jego życiu w momencie, kiedy śpiewał je po raz pierwszy, to coś niesamowitego. Być na tyle blisko sceny, żeby widzieć łzy artysty, które leją mu się po policzkach. I w tym momencie samemu nie móc się powstrzymać od łez.
Glen Hansard, artysta duszy. Bez wątpienia artysta duszy. Człowiek pokroju tych, których uwielbiasz od samego początku. Człowiek pokroju tych, których chcesz przytulić od razu jak ich widzisz. Człowiek, któremu chcesz powiedzieć "Dziękuję".
Muzyka zmienia duszę człowieka i nikt nie wmówi mi, że tak nie jest, bo jest. Muzyka zmienia człowieka, zmienia jego nastawienie do niektórych spraw. I we mnie się chyba od tego momentu zmieniło.
Nie, wcale nie ochłonęłam, nie chcę ochłonąć. Chcę się cały czas nakręcać na to co było. Chcę tam wrócić. Do ludzi, którzy są tacy sami jak ja. Chcę tam znowu być.
Moja fascynacja Irlandią trwa już jakiś czas. To przez Irlandię zainteresowałam się Glenem. Loty do Dublina nie są drogie. Zrealizuję swoje największe marzenie. Zrealizuję to, bo niesamowicie tego chcę. Ucieknę.
Ilu artystów wychodzi z publicznością do holu i śpiewa z nimi siedząc na schodach, no ilu? Glen i The Frames na pewno...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz