niedziela, 13 lipca 2014

22

Albert Camus pisał, że Nic na świecie nie jest warte, żeby człowiek odwrócił się od tego, co kocha. Jak bardzo te słowa są prawdziwe wiedzą chyba tylko ci, którzy właśnie taki błąd popełnili. Żadne skarby świata nie są warte zrezygnowania ze szczęścia, które dają nam nasze pasje, czy w ogóle życie, jakie wiedziemy. Ludzie cały czas próbują dopasować się do wzorców, które narzuca nam otoczenie i zgubny system. W dzisiejszych czasach jest powiedziane, że albo masz miękkie serce i twardy tyłek, albo na odwrót. Nie rozumiem toku myślenia w granicach "albo, albo". Zawsze jest jakieś wyjście, jakaś boczna dróżka, którą możemy sobie wybrać nie patrząc na cały tłum ludzi przepuszczonych przez maszyny, identycznych, bez zdolności do samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji. Wiele osób, które znają mnie w miarę dobrze, doskonale wiedzą jak bardzo przekorną osobą jestem. Nie cierpię, gdy ktoś dyktuje mi jak mam postępować i jaka mam być. Gdy ktoś podaje mi szablon człowieka, jakim w dzisiejszych czasach być wypada. A dzisiejsze społeczeństwo takie granice na nas nakłada. Nie możesz być za bardzo smutny, ani za bardzo wesoły. Musisz się zmienić, ale nie tak, tylko inaczej. "Bądź inny, ale bądź taki, jak my chcemy".
Nie ma człowieka albo wesołego, albo smutnego. W każdym z nas kłębi się tyle skrajnych emocji, że szufladkowanie i kwalifikowanie ludzi względem określonych cech jest po prostu aktem czystej ignorancji i totalnego bezsensu myślowego. Wszyscy ludzie mają lepsze i gorsze dni. Dzienny wachlarz emocji każdego z nas jest na pewno bardzo złożony. Radość, nostalgia, smutek, euforia... można by wyliczać bez końca, a każda z wymienionych emocji będzie różna od reszty. I chyba to jest właśnie piękne w ludziach - nieprzewidywalność.
Nienawidzę monotonii, nie cierpię schematów. Nie wytrzymałabym sam na sam z przewidywalnym człowiekiem dłużej niż doby, a i to byłoby w moim przypadku nie lada wyczynem...
Zostało mi jedenaście dni do osiągnięcia pełnoletności. Nie chcę, nie chcę, nie chcę... Nie chcę być dorosła. Chcę cały czas tkwić sobie w tym moim cudownym, bezpiecznym świecie, gdzie nie muszę podejmować zbyt wielu decyzji, które mogłyby zaważyć  na moim przyszłym życiu. Chcę sobie żyć tutaj, gdzie wszystko jest miłe i ciepłe. Gdzie codziennie rano mama wita mnie z uśmiechem. Nie chcę dorastać.






the lack of space for the light-hearted
in the boom that beats our drum













środa, 19 lutego 2014

21

W życiu każdego człowieka zdarzają się momenty, kiedy bezsilność i poczucie własnej słabości wygrywa z naszymi rzekomymi możliwościami i chęciami. Kiedy nic nam nie wychodzi i my sami nie mamy ochoty na cokolwiek. Są takie momenty w życiu każdego człowieka, gdy myśli zdają się bardziej szkodzić niż pomagać. Kiedy każdy krok do przodu zdaje się być poprzedzony dwoma krokami do tyłu.
Sama staram się sobie pomóc. Wydaje mi się, że trzeba wtedy zacisnąć pięści i pokazać światu, że nie ma takiej rzeczy, która mogłaby nas złamać i doprowadzić do ostatecznego rozpadu. Przy każdym upadku najważniejszy jest moment, gdy się podnosimy. Każda tęcza poprzedzona jest deszczem, więc po każdym cierpieniu powinna przyjść radość. I przychodzi, trzeba tylko w to wierzyć...
Każdy dzień niesie ze sobą nowe niespodzianki, nowe rozczarowania, nowe decyzje i nowe sprawy, które sami musimy rozwikłać. Każdy dzień to dodatkowe dwadzieścia cztery godziny, które dostajemy od Boga po to, by wykorzystać je najlepiej jak tylko potrafimy. Tego nikt nam nie zwróci. Nikt też nie powie nam jak mamy żyć i co mamy zrobić, żeby każdy podarowany nam dzień był owleczony jedynie w słodkie wydarzenia. Podobno, żeby się czegoś nauczyć, musimy potknąć się kilka razy i wziąć sobie do serca rady, jakie sami dalibyśmy innym osobom, gdyby znalazły się w naszej sytuacji. Nie zawsze musimy przegrywać. Nawet ten, który dobiega na metę ostatni, ale wynosi z całego wyścigu coś, co może mu w pomóc w przyszłości - wygrywa. Nawet ten, który upada miliony razy, ale się nie poddaje  - wygrywa. Nawet ten, który wydaje się być słabym, ale walczy - wygrywa. 








Hold me fast, hold me fast
'Cause I'm a hopeless wanderer...


wtorek, 21 stycznia 2014

20

Topię się w bezmiarze jakichś dziwnych wątpliwości. W bezmiarze dziwnych odczuć, uczuć, w bezmiarze bardzo dziwnych myśli. Ciężko jest się czasem wziąć w garść. Mój optymizm wziął sobie chyba wolne dzisiaj wieczorem. Jednak potrzeba jest chyba trochę wysiłku, żeby przezwyciężyć wszystko co złe.
Kłębią się we mnie niezbyt radosne myśli, które psują wszystko dookoła. Ale kto da radę jeśli nie ja? Zawsze starałam się być silnym człowiekiem i uważam, że takim właśnie być trzeba. Silnym, twardym, cierpliwym. Trzeba pokazywać światu, że nic nie jest w stanie nas zniszczyć, a jedynie wzmocnić. I choćby nie wiadomo jak źle zdawało się być, trzeba wstać, otrzepać spodnie i iść dalej. Nie można patrzeć do tyłu. Przeszłość w niczym nam nie pomoże, nie powie nam nic nowego. Pociągnie jedynie za rękę i spróbuje zatrzymać nie zważając na to, że powinniśmy iść dalej, robić kolejne kroki, a nie stać w miejscu. Nie można się odwracać. Trzeba unieść głowę do góry i patrzeć przed siebie, iść. Każdy ma czasem problemy. Nawet takie, które zdają się być nie do rozwiązania. Ale żyjemy, prawda? Żyjemy. I żyjmy dalej. Najlepiej jak potrafimy, uczciwie, sprawiedliwie. Tak, aby nie żałować żadnej chwili. Tak, aby nie marnować ani sekundy. Tak, aby kiedyś siedząc w bujanym fotelu wśród swoich wnuków stwierdzić: "Tak, to było piękne, pełne i dobre życie".
Bez deszczu nie ma tęczy. Żadna gwiazda nie może świecić bez ciemności. Nie zauważylibyśmy szczęścia, gdyby wcześniej nie było w naszym życiu smutku i cierpienia. Podobno każdy prędzej czy później musi przejść jakiś swój koniec świata. Nikt nie powiedział, że będzie to jeden koniec świata. Nikt nie gwarantował, że nie będzie bolało i będzie łatwo. Dlatego potem tak bardzo doceniamy radość, uśmiech i szczęście. Po każdej burzy nadchodzi słońce. Nawet po tej własnej, osobistej, wewnętrznej burzy i zawierusze. Po każdym nieszczęściu nadchodzi szczęście. Trzeba nam tylko czekać. Trzeba chcieć.









czwartek, 2 stycznia 2014

19

I teraz, w niezbyt miłych okolicznościach, w rzadkich u mnie momentach jakiegoś takiego bezsensu, smutku i dobijającego milczenia natknęłam się na piękny cytat, który tak dobitnie ukazuje to, jak powinniśmy żyć... Cytat, który bądź co bądź złamał we mnie pewien mur. Nie mam pojęcia kto jest jego autorem, ale bardzo mnie to urzekło:
"Wyobraź sobie, że zdobyłaś nagrodę w konkursie: Każdego ranka na Twoim koncie pojawi się 86 400 zł. Nagroda ta ma jednak określone zasady, tak jak w każdej grze. Pierwsza zasada jest taka, że wszystko to, czego nie wydasz w ciągu dnia, będzie Ci zabrane, nie możesz także przelać pieniędzy na inne konto. Druga zasada jest taka, że bank może zakończyć grę bez ostrzeżenia, w każdej chwili może powiedzieć: to koniec i zamknąć konto bez oferowania nowego. Co byś zrobiła? Zakładam, że kupiłabyś wszystko, czego pragniesz, nie tylko sobie, ale także bliskim Ci osobom, starałabyś się wydać kwotę do ostatniego grosza. Ta gra jest prawdziwa i każdy z nas ma takie magiczne konto, tyle tylko, że nie pamiętamy o nim. Tym magicznym kontem jest czas. Codziennie rano budząc się, dostajemy 86 400 sekund do przeżycia, i zasypiając, tracimy je bezpowrotnie. To, czego nie przeżyłyśmy, po prostu znika... Wczoraj jest nie do odrobienia... Każdego ranka od nowa dostajemy 86 400 sekund, ale także każdego dnia bank bez ostrzeżenia może przestać nam ten czas dawać. Więc co zrobisz z danym Ci czasem? Ile jest dla Ciebie wart?I jak go wykorzystasz?"
I chociaż na dobrą sprawę nie ma tu kolejnych wskazówek, poleceń, czy nakazów: "masz żyć tak, a będziesz szczęśliwy" to chyba każdy potrafi odczytać to prawidłowo. Trzeba żyć i nie dawać za wygraną. Zawsze widzieć sens tego, co się robi. "Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi, bo nie jesteś sam". I to jest chyba cała prawda i tajemnica szczęśliwego istnienia ludzkiego. Nigdy nikt nie przeżył na tym świecie bez problemow, zmartwień i cierpienia. Jest to wpisane w ludzkie życie tak, jak wpisane jest w nie szczęście. Bez smutków żyją jedynie ludzie nieposiadający uczuć, serca, współczucia i sumienia. Ale czy są oni szczęśliwi? Tego też powiedzieć się o nich nie da. Kolejny raz o tym myślę i kolejny raz dochodzę do wniosku, że tak... mam rację. Nie można się poddawać. Nogi trzeba umocować mocno na ziemi i wszystkim pokazać to, że nie jest się słabym człowiekiem i nie tak łatwo usunąć nas z pola widzenia. Trzeba być silnym, mieć nadzieje, wierzyć.






środa, 25 grudnia 2013

18

Kolejny dzień mija. Kolejny dzień więcej. Miesiąc. Rok... A my nadal mówimy: "jutro, jutro". Marnujemy nie tylko chwile, ale marnujemy dni i miesiące. Marnujemy lata, aż w końcu marnujemy życie. Myślimy, że mając osiemnaście lat mamy przed sobą jeszcze nieskończenie wiele czasu, a prawda jest taka, że tak szybko, jak mrugniemy okiem, tak szybko stajemy się zgarbionymi staruszkami, którym pozostała już tylko modlitwa o to, by przeżyć kolejny dzień.
Marzenia są dobrą sprawą. Dzięki marzeniom możemy kreować swój własny, lepszy świat, ale rzecz w tym, abyśmy potrafili stworzyć ten lepszy świat i wprowadzić go w "obieg". Mogę codziennie wymyślać na jaki koncert pojadę, w jaką podróż się udam, ile nowych ludzi poznam... Ale jaki jest tego sens, jeśli ograniczam się jedynie do marzeń, nie wprowadzam w swoje życie tego, co chciałabym, aby się w nim pojawiło? Sądzę, że... żaden.
Podobno trzeba unieść głowę do góry i iść po to, co nam się należy, dobrze znać swoją wartość i korzystać z tego, co daje nam życie. Bóg nie stworzył nas po to, abyśmy szli najprostszymi ścieżkami. Trzeba tworzyć sobie wyzwania, cele i dążyć do ich spełniania. A my co robimy zamiast tego? Trwonimy życie. Nikt nie zwróci nam ani jednej sekundy z naszego życia. Zapewne dopiero, gdy będziemy już na granicy życia i śmierci, docenimy każdą minutę, która była nam dana. Najprawdopodobniej będziemy żałować każdej sekundy, która została przez nas bezsensownie zmarnowana. Każdej chwili, w której czuliśmy nienawiść. Nienawiść to bez wątpienia problem. Ale nie osoby, do której ją kierujemy, tylko nasz. Bolesna (a może i niekoniecznie) prawda.
Od jakiegoś czasu uczę się żyć od nowa. Z nową kartą. Inaczej dla tych samych ludzi. Milej. Czy dam radę... to się jeszcze okaże. Ale po co ciskać w siebie niepotrzebnymi słowami, bluzgami i innymi "magicznymi" słowami.
Dopiero w momencie, gdy trudno będzie nam już nawet otworzyć powieki przyjdzie nam zrobić rachunek sumienia ze wszystkich zmarnowanych chwil, ze wszystkich momentów, których żałujemy, ze wszystkich niewykorzystanych szans, ze wszystkiego, co w naszym życiu było nie tak...







poniedziałek, 16 grudnia 2013

17

Życie niestety nauczyło nas tego, by nie zauważać małych rzeczy. Proste sytuacje omijamy, pamiętamy tylko złe incydenty, nie potrafimy zauważyć tych dobrych...
Nie zwrócisz uwagi na spontaniczny uśmiech przypadkowego przechodnia, nie zauważysz go, tak jak nie zauważasz tych malutkich rzeczy, które mogą kosztować wiele wysiłku. Ciężko jest zauważyć coś, co praktycznie nie przybiera rozmiarów.
Nie zauważysz mojej blizny na twarzy, dopóki nie powiem Ci, w którym miejscu się znajduje. Nie zostało w nas nic z dziecięcości. Dorośliśmy. Mniej lub bardziej, ale niestety - stało się. Gdzie te czasy, kiedy całe dnie spędzało się poza domem na grze w chowanego, czy (że ja się nie zabiłam) łażeniu po drzewach? Kiedyś potrafiliśmy śmiać się i cieszyć z byle czego. Teraz powinno być tak samo. Może jesteśmy bardziej świadomi tego, co się obok nas dzieje. Może powiedzenie "małe dziecko - mały kłopot, duże dziecko - duży kłopot" odczytane nieco inaczej... ma sens. Tylko, że podobno to wyjątek potwierdza regułę, więc dlaczego nie być tym wyjątkiem?
Tajemnica szczęścia podobno polega na tym, że żeby cieszyć się z dużych rzeczy, najpierw trzeba cieszyć się z małych. Radość nie ma ceny, jest za darmo, więc dlaczego z niej nie korzystać?
Dziwi mnie to, że w dzisiejszych czasach nieco modne stało się bycie smutnym i nieszczęśliwym. Na siłę próbujemy pokazać światu, że to my jesteśmy w gorszej sytuacji i to nam trzeba współczuć. Mimo wszystko trzeba się starać chodzić z podniesioną głową i omijać te wszystkie ewentualne smutki. Po co samemu dobijać się jeszcze bardziej? Nie prościej jest zadbać o własne szczęście i walczyć o nie? Tak po prostu...
Do pełni szczęścia brakuje mi teraz jakiegoś ogniska, ale takiego  gitarą, plecakami i namiotem. Gdzieś w podróży. Do pełni szczęścia brakuje mi teraz gór i wycieczek. Do pełni szczęścia brakuje mi teraz jakiejś podróży. Ochhh, wakacje... muszą być niesamowite.
Pora wziąć sprawy w swoje ręce i zawalczyć o to, na czym nam zależy. Nie patrzeć na zdanie innych ludzi i na ich opinie. Pora w końcu zacząć myśleć o tym, co być może uczyni nas szczęśliwymi.






niedziela, 15 grudnia 2013

16

Poprzednio poruszyłam temat ludzi pasji i nie potrafię tego teraz tak po prostu ominąć. Przydałoby się trochę przetłumaczyć na język polski to, co mi się kłębi w głowie.
Spotkałam w swoim życiu wielu ludzi. Jedni tak jak przyszli, tak i odeszli, ale ta druga grupa została. Nawet jeśli nie w moim życiu to w mojej głowie. Dlaczego? Musieli mieć w sobie coś nie do podrobienia, coś, czego nie mieli tamci, o których już nawet nie pamiętam.
Oczy. Oczy są wyznacznikiem prawdziwości, ludzkiego spełnienia, wszystkiego, co kocha, wszystkiego, co w nim siedzi. To wszystko widać w oczach. łatwo oszukać kogoś fałszywym uśmiechem, wystarczy trochę siły do podniesienia kącików ust, ale nigdy nie oszukasz nikogo, kto zwróci uwagę na twoje oczy. W oczach mieści się wszystko co w danym momencie czujesz. Po oczach widać, czy jesteś smutny, po oczach widać, czy jest w tobie radość. Oczy są wyznacznikiem emocji, naprawdę.
I takim właśnie akcentem chcę nawiązać do ludzi pasji. U nich wszystko mieści się w oczach. To już nawet nie chodzi o gestykulację, ton głosu, ekscytację, gdy opowiadają o tym, co tak kochają... To chodzi o oczy. Błysk, który jest bardzo charakterystyczny. Błysk, którego nie da utożsamić się z niczym innym, bo... po prostu nie da rady. Nie spojrzysz na osobę, która opowiada o kolejnym koncercie na którym była i nie pomyślisz: "Noo, znowu pił, oczy mu się błyszczą". Po prostu widzisz, wiesz o czym ta osoba mówi.
Człowiek, który wie co kocha i zna swoją wartość, swoje możliwości w tym co robi, ma już jakiś cel (podobno żyje się do momentu, kiedy ten cel się widzi).
Na koncercie Glena Hansarda and The Frames, nie mogłam oderwać wzroku od twarzy artysty. Widać było po nim wszystko, całą jego historię, to co czuł, gdy śpiewał. Tego się opisać po prostu nie da, niemożliwe. Ten, kto był ze mną w tamtej chwili, wie o czym piszę, inni mogą się tylko domyślać, albo znowu stwierdzić: "Przestań pieprzyć". Nieistotne.
W każdym razie wspomniany przeze mnie już jakieś sto razy człowiek pasji, to człowiek naprawdę niesamowity, człowiek z którym każda spędzona chwila zalicza się do tych dobrze spędzonych i niezmarnowanych, bo jeśli taka osoba opowiada ci o takich rzeczach, masz w pewnym sensie wgląd w jej serce. Potrzeba jak najwięcej takich ludzi.