Nie lubię, nie cierpię, nienawidzę być non stop w jednym punkcie, robić codziennie te same rzeczy, stać jak stałam, myśleć jak myślałam. Nie potrafię. To rzecz, która dobija mnie chyba najbardziej ze wszystkiego - monotonia. Jestem typem człowieka, który musi codziennie doznawać czegoś innego, czegoś nowego, chociażby miało to oznaczać nową piosenkę, nowy film, nowy szlak, którym pójdę na spacer, czy nową książkę. Szare, identyczne dni nie są dla mnie. Moje przyszłe życie pod tym względem widzi mi się kolorowo.
Chciałabym podróżować, jeździć, zwiedzać. Robić wszystko oby tylko nie siedzieć w miejscu. Może to dlatego tak dużo bujam w obłokach, wymyślam kolejne trasy koncertowe, kolejne wycieczki, nowych ludzi, których mogłabym poznać i muzyków, z którymi chciałabym współpracować. Pora jesień-zima ma to do siebie, że bardzo mnie ogranicza. Jestem przywiązana do szkoły, a co za tym idzie, nie stać mnie na razie na jakąś większą spontaniczność.
Za to wakacje... wakacje. Te muszą być niesamowite, muszą zostać w mojej głowie na miliony dni, muszą zagnieździć się tam i wywoływać jedynie przyjemne wspomnienia. Muszę zadbać o to, żeby nie zmarnować tych dwóch miesięcy, na które jeszcze sobie poczekam.
Na razie stanowczo za ciężko jest się od kogoś uzależnić. Ostatnimi czasy potrzebuję azylu, w którym znajdę choć trochę spokoju i odetnę się chwilowo od wszystkiego co na zewnątrz. W swoim małym drewnianym pokoiku na poddaszu mogę dosłownie wszystko. Drewno sprzyja myśleniu i wyobraźni. Dlatego za oknem mam las...
Drewniany dom wśród drzew, pamiętaj.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz